Ryby mają głos
Każdego roku 27 czerwca na całym świecie przypina się o wyczerpalności zasobów mórz i oceanów, a okazją do tego jest Światowy Dzień Rybołówstwa.
Naukowcy alarmują: jeśli nie zracjonalizujemy połowów, staniemy na skraju katastrofy naturalnej. Wtórują im działacze WWF mówiąc, że jeśli nie zmienimy naszego podejścia do rybołówstwa, już w 2050 roku możemy nie mieć co łowić. Z szacunków tej organizacji wynika, że aż 75 proc. światowych łowisk jest nadmiernie eksploatowanych. Jeśli ten stan się nie zmieni, 120. najpopularniejszym łowieckim gatunkom grozi wyginięcie. Najgorsze jest to, że szacunki obejmują legalne połowy, natomiast - biorąc pod uwagę morską szarą strefę - sytuacja może być jeszcze bardziej tragiczna. Właśnie dlatego w 1984 roku Światowa Konferencja ds. Rybołówstwa ustanowiła Światowy Dzień Rybołówstwa - by powstrzymać tę niechlubną i czarną statystykę. Owocem toczących się na całym świecie dyskusji o przyszłości rybołówstwa jest m.in. pakiet działań podjętych przez Unię Europejską w sprawie reformy Wspólnej Polityki Rybołówstwa (WPRyb), a w szczególności Zielona Księga, której zapisy niosą za sobą szansą zrównoważonego zarządzania rybołówstwem w przyszłości. Oby więc dyskusji o przyszłości naszych ryb było jak najwięcej - nie tylko od święta.
50% wszystkich światowych połowów stanowią połowy nielegalne, nieuregulowanie i nie rejestrowane
Liczby z ikrą
* 59 portów i przystani rybackich mieści się na polskim wybrzeżu;
* 1,5 tysiąca łodzi i kutrów rybackich wykonuje połowy na naszym morzu;
* każdego roku na Bałtyku poławia się:
- 59 tys. ton szprota,
- 22 tys. ton dorsza i śledzia,
- 7479 ton flądry,
- 140 tys. sztuk łososia i troci.






